Hodowla wstydu i wiedza absolutna

W ostatnich latach robienie "czegoś" z psem jest niesamowicie modne, "trenowanie" z psem jest niemal przymusowe, nie ważne, czy to york czy bernardyn. Hopki z pustaków i kija od szczotki, wiedza zaczerpnięta z internetu i każdy pies zostanie gwiazdą agility. Piętnastolatki mające na fejsie w rubryce zawód: trener psów lub behawiorysta, kiedy już namówią rodziców na psa wymarzonej rasy, nie zadowolą się pupilem z byle skojarzenia, krycie musi być na sport. Hodowcy to widzą i dzieje się...


Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach wstydem jest wyhodowanie zdrowego, stabilnego psychicznie psa, który nic nie robi. Bo teraz każdy musi coś trenować. W efekcie, hodowczyni miotu typowo na show, puchnie z dumy nad swoimi szczeniakami - doskonałymi do obi! Chociaż ojciec ma jedynie kilka startów w rally-o. Są też szczenięta z miotu, w którym rodzice od pięciu pokoleń nie widzieli owiec na oczy, obowiązkowo są super-fantastycznymi psami do pasienia. No cóż, powinny być, to w końcu psy pasterskie, ale na dołączonym do zachwytów filmiku widzimy półroczne szczenię radośnie rozganiające stado na wszystkie strony. I nie chodzi w tym wypadku o możliwości psów, mają za sobą takie, a nie inne geny. Mojemu znajomemu, szkockiemu pasterzowi, który hoduje tylko psy użytkowe, też zdarzały się pasterskie lamusy, ale on, w przeciwieństwie do niektórych hodowców, nie wmawia przyszłym właścicielom, że to czyni tego szczyla doskonałym psem na show.

Ludzie szukają psa do dogoterapii - wow, ta hodowla! Jeden pies w dogo nie sprawia, że wszystkie psy będą idealne do dogo. Potencjalny klient szuka psa do agility - showki, nie showki, idealnie nadadzą się do sportu. KAŻDEGO! W końcu jeden pies z tej hodowli zaczął coś dłubać w agility dwa miesiące temu,

Kolejnym fenomenem, którego nie rozumiem, a który wiedzie do wciskania psów do jakiejkolwiek aktywności, jest chęć rozmnożenia każdej suki, która ledwo wyciśnie uprawnienia hodowlane na bardzo dobrych. Inaczej - ja rozumiem, że dany pies może być świetny w sporcie i/lub mieć fantastyczny charakter - wtedy, jak już wyjeździ tą hodowlankę, to wniesie coś do rasy. Jednak nie rozumiem chęci mnożenia suki, która ani eksterierowo, ani psychicznie nie sprawi, że rasa stanie się lepsza - TO JEST NADRZĘDNY CEL HODOWLI! ULEPSZANIE RASY!

Taka suka, da psy, które, pomimo linii wystawowych w rodowodzie, nie będą wygrywać, da psy, które potem hodowca będzie reklamował jako idealne psy do sportu, chociaż spioniowany, bardzo stromy tył prosi się raczej o modły nad zdrowiem niż o skakanie i slalomy, a już na pewno nie predestynuje do sportów szybkościowych, bo z takimi kątami pies nie jest po prostu w stanie osiągnąć takich prędkości jak pies kątowany prawidłowo. Dzieci takiej suki wylądują potem u nastoletnich specjalistek od behawioryzmu i w wieku 8 miesięcy będą skakać po dyski, ku nieopisanej radości hodowczyni, której cała podbudowa teoretyczna to to, że do hodowli potrzeba psa i suki.

Jest jeszcze "problem" właścicieli i "trenowania". Dla mnie trenowanie czegoś, to styl życia, a nie kicanie po hopkach raz na 2 miesiące, ale to tylko moje zdanie, ja się zaczynam BAWIĆ w rally. bo na codzienne łupanie po prostu brak mi czasu i też ochoty - wolę wyjść na spacer i cieszy mnie, że moje psy są w miarę normalne życiowo, z tym, że dla nastoletniej "behawiorystki" jestem nikim. Być może, ale dobrze mi z tym, chociaż jestem trochę przerażona, bo dobiegając trzydziestki boję się brać udział w dyskusjach w internecie. Teraz każdy może napisać cokolwiek na każdy temat, a znalezionych w internecie informacji ludzie nie mają zwyczaju weryfikować, powstają więc skrajne, agresywne obozy, które gotowe są zniszczyć każdego, kto ma odmienne zdanie. Screeny, podkładanie świni, zgłaszanie, wyśmiewanie za literówki - wszystkie chwyty dozwolone! Bo ktoś, kto od 20 lat pracuje z psami, zwrócił rozanielonej efektami użycia kolczatki dziewczynce uwagę, że owa kolczatka jest za nisko. Nie o to chodzi, nikt nie chciał się przyczepić i zrobić na złość, chodzi o dobro psa, ale dziś, w praktycznie każdym środowisku tak niesamowicie brakuje pokory.

Nic nie robić, mieć nałogi...


Uważam, że to nie problem kupić psa, trudno jest wychować go na zdrowego, zadowolonego, stabilnego członka społeczeństwa, a taki pies jest super! Nie trzeba do posiadania zwierzaka dorabiać sportowej ideologii, bo tak naprawdę takich "normalnych" psów potrzeba najwięcej. Nie zrozumcie mnie źle - sport jest wspaniały, można trenować, można bawić się w jakąś dyscyplinę, ale można też chodzić na spacery i nie nazywać tego sesją tropienia. Moim zdaniem najważniejsze, to cieszyć się faktycznie czasem spędzonym ze psiakiem, a nie frustrować się niską oglądalnością filmików na YT, ale Wy, róbcie co chcecie. Peace!

Komentarze

  1. Grubo, ale prosto i w samo sedno. Serio, czytałam z przyjemnością, bo ubrałaś w słowa myśli, które kołatały mi się po głowie od dawna, od rozpoczęcia pracy z adopciakiem, a wróciły ze zdwojoną siłą teraz, kiedy szukałam drugiego psa, tym razem z hodowli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Miło mi czytać, że post został pozytywnie odebrany, bo trochę bałam się reakcji, ale wiem, że to nie tylko moje myśli. A co do poszukiwania psiaka to współczuję i jeśli go jeszcze nie znalazłaś to życzę szczęścia :). Gdyby nie to, że na Odrę czekałam 3 lata, bo dokładnie wiedziałam, kto będzie matką to szukając teraz psa chyba bym się wściekła.

      Usuń
  2. Bardzo, bardzo tak! "Nie trzeba do posiadania zwierzaka dorabiać sportowej ideologii" - o to, to! Fajnie jest się usportawiać z psem, ale nie czyni to nikogo lepszym/gorszym. Ale my przecież tak kochamy podziały.

    "Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach wstydem jest wyhodowanie zdrowego, stabilnego psychicznie psa, który nic nie robi." Mnie się z kolei wydaje, że "sport" stanowi często doskonała wymówkę do wypuszczenia w świat psów kompletnie zidiociałych, funkcjonujących w społeczeństwie jak tykająca bomba zegarowa, no ale ładnie łapie frisbee czy rękaw pozoranta, znaczy w sumie bajki, on jest sportowy wszakże, c'nie? Znalezienie psa z fajnymi popędami, z którym będzie się wspólnie fajnie bawić w dowolne sportowe czy niesportowe coś, plus do tego zdrowego i stabilnego, to droga przez mękę - przynajmniej dla mnie.

    A jeszcze co do hodowców i sportowych miotów - umówmy się, fakt, że cały miot trafi na zawziętych przewodników i doczołga się do, powiedzmy, dwójki w obi, nie znaczy jeszcze, że warto go powtarzać i że idą za tym jakieś predyspozycje. Działa to też w druga stronę - pewne fajne cechy bywają przekazywane niezależnie od tego, czy były wykorzystywane - choćbym położyła moją sukę na kanapie i pasła ją cukierkami, to jej dzieci prawdopodobnie miałyby jakiś potencjał sportowy ze względu na żartość, łupowość, szybkość i niezłą budowę. Sęk w tym, że w jej rasie to żadna nowina, więc jeśli nie podleje tego fajnym, stabilnym charakterem, to pożegna macicę po drugich urodzinach :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! "Sport" stanowi też wymówkę do hodowania kiepskich eksterierowo psów, bo kasa musi się zgadzać - jak nie wygrywa na wystawach zaczy typ sportowy. A potem przychodzą mi tacy ludzie do lecznicy i pytają czy nie mamy jakich prochów, żeby pies się uspokoił, bo świruje i sąsiedzi się skarżą, cienie goni, a na dodatek na wystawach wyników brak.

      Ja miałam z Odrą niesamowite szczęście, bo matkę upatrzyłam sobie w wieku 3 miesięcy, Sky urodziła pięciu chłopaków i jedną jedyną sukę, zgodną z zamówieniem, bo czarną i z ogonem. Suczi jest ładnie zbudowana, żerna, z popędami, mocna psychicznie i wyrasta na bardzo bardzo fajnego psa, a ja dalej nie wiem czy będziemy się mnożyć. W niektórych hodowlachy byłaby już po wydaniu miotu, ale to też kwestia etyki pracy ze zwierzętami, to, że można sukę rozmnożyć w wieku 18 miesięcy, nie znaczy, że trzeba.

      Buzi dla Szilopsa i Pandy (duchowa siostra mojej Odry :P )

      Usuń
  3. Zgadzam się z wpisem:)
    Wychodzi na to, że z rodziną dobraliśmy psa do sportów, które lubimy, a nie sport do psa:p Choć ambicji na zawody u nas brak, ma być przyjemnie, ot co:)
    Mimo wszystko podziwiam ludzi, którzy odnoszą sukcesy, ale przecież nie każdemu to pisane i nie każdy MUSI. Dobrze, że wzrasta ogólna świadomość w społeczeństwie co do opieki nad zwierzętami (nie tylko psami) - ważne, jednak, żeby z skrajności nie popadać w skrajność.
    Co do hodowców... tu największy smutek, bo tak to już jest, że popyt rodzi podaż,a niestety cierpią głównie zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt żeby wszyscy byli szczęśliwi i robili to, co im odpowiada. Ja też bardzo podziwiam sportowców, szczególnie tych w dyscyplinach ze zwierzakami, bo trzeba się bardzo narobić.

      Usuń
  4. Trudno spotkać hodowcę, któremu zależy na tym, co jest nadrzene, o czym wspomnialaś-ulepszanie rasy. Miałam ostatnio przyjemność sekretarzować na wystawie międzynarodowej i też będe musiała wylać swoje żale, bo to co się dzieje to jakaś farsa po prostu.
    Jedna pani, 10 psów róznych ras i ona musi zdązyć na wszystkie ringi, więc prosi o poprzestawianie kolejności. Na pewno jest przykładem dążenia do pójścia na jakość a nie ilość...szkoda słów i nerwów! A przede wszystkim psów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz, bardzo chętnie przeczytam! Najlepsze jest to, że takie panie kwiczą potem, że organizacja wystawy była do chrzanu, a jeszcze później, że nie mają szczęścia do właścicieli swoich szczeniaków, bo stale coś.

      Usuń
  5. Naprawdę, ale to naprawdę najlepszy tekst, jaki przeczytałam ostatnio w internetach - co najmniej w tym miesiącu, jeżeli nie przez ostatnie pół roku.
    Ze swojej strony osoby dość poważnie podchodzącej do treningów sportowych z psem, która wcale nie tak dawno przechodziła przez mękę szukania sobie szczeniaka dodam, że takie hodowanie sprawia, że psy z rzeczywistym potencjałem sportowym są poszkodowane. Psy popędowe, zwinne, lekkiej kości, które świetnie sprawdzą się w rozmaitych aktywnościach bez wątpienia różnią się od psów w typie show, ale stawianie znaku równości pomiędzy słabym showkiem, a psem z linii pracujących bo "i to i to brzydkie" przekropnie mnie złości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak to wygląda! Bo te popędowe, zwinne, lekkiej kości są też poprawnie zbudowane, a nie modlą się o bezpieczne przeżycie następnego treningu, ale ludzie nie sprawdzają! Nie szukają informacji zanim kupią. Dla niektórych show/vers/work to tylko kwestia wyglądu. (A Gambit jest piękny!!!)

      Usuń
  6. Ja mam trochę alergię na slogan "ulepszanie rasy", bo moim zdaniem prowadzi to niestety to hodowania hipertypu i syndromu "większe / bardziej puchate / bardziej kątowane / z krótszą kufą / i tak dalej i tak dalej" (lub hipertypu "sportowego", cudzysłów zamierzony, pt. chudy wypłosz na długich łapach, kij, że nie ma klaty :P). Niestety jak się porówna to, jak wyglądały rasy na początku ubiegłego wieku, a jak wyglądają teraz, to trudno się tu postępu dopatrzeć, więc chroń nas Panie, przed tym ulepszaniem, zachowajmy, co dobre, nie psując.
    I dlatego zwierzęta przeciętne (nie mylić z takimi, które są w oczywisty sposób wadliwe) są dla hodowli bardzo cenne - po pierwsze rzadko prezentują sobą hipertyp, po drugie w hodowli kluczowe jest zachowanie różnorodności genetycznej. Dużo bardziej zgubne jest ograniczanie liczby zwierząt hodowlanych, czy nadmierna eksploatacja popularnego, odnoszącego wielkie sukcesy reproduktora, niż rozmnażanie poprawnych, przeciętnych, chociaż bez efektu "wow" osobników - o ile tylko oczywiście są zdrowi.
    W kwestii kryć do sportu zjawisko nienowe, wiadomo, że wystarczy do zapowiedzi miotu zrobić suce jedno zdjęcie z dyskiem, a psu jedno nad hopką, nawet jeśli to był ich jedyny kontakt z frisbee czy agility w życiu i już mamy miot do sportu :). Z drugiej strony jednak ktoś, kto naprawdę w sportach siedzi umie odsiać ziarno od plew, to raz, dwa, że wprawdzie nie każdy pies może zostać mistrzem świata i okolic, ale naprawdę znakomita większość może uprawiać sport na poziomie rekreacyjno-weekendowym i mieć z tego niezłą zabawę.
    To jest też zresztą temat do refleksji - że u nas mnóstwo ludzi ma wielkie ambicje sportowe, podczas gdy w innych krajach jest znacznie większe rozwarstwienie poziomu i wiele osób bawiąc się w psie sporty w ogóle nie wykracza poza szczebel lokalny (ani nawet nie chce). Może przez to, że u nas zawodników jest wciąż niewielu, przez co kwalifikacje na mistrzostwa świata czy zdobycie mistrzostwa Polski są potencjalnie w zasięgu każdego, to właśnie od razu trzeba koniecznie kupić rasę predysponowaną do sportu i jeszcze najlepiej ze sportowych linii, a potem często bywa tak, że człowiek wiedzą i umiejętnościami do takiego psa nie dorasta i jest obopólna frustracja.
    Tymczasem w takich sąsiednich Czechach bardzo dużo ludzi kupuje sobie pieska takiego, jakiego akurat lubi, corgi, biszonika czy coś tam i rekreacyjnie z takim pieskiem startuje na lokalnych zawodach, których jest dużo i blisko. Wszyscy zadowoleni: piesek ma zajęcie, człowiek ogarnia i na tym szczeblu czasem sobie wygra pucharek, paczkę psich smaczków czy inną tam skrobaczkę do szyb i zestaw bombek, a przy okazji spotka się ze znajomymi, pogada i spędzi czas na świeżym powietrzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie podejście do sportów w ogóle jest wspaniałe! W Wielkiej Brytanii czy Szwecji, co weekend klubiki organizują podwórkowe zawody i każdy może sobie popląsać, tak samo w jeździectwie. Potem jest z czego wybrać rewelacyjną kadrę.
      Jeśli chodzi o ulepszanie rasy to chodziło mi ulepszanie w pozytywnym sensie i fakt, że głównym celem przyświecającym hodowli nie powinna być kasa tylko dobro rasy. Umiarkowany zdrowy pies zawsze będzie lepszy wygrywający pies ze zwichrowaną psychiką czy problemami zdrowotnymi.

      Usuń
  7. trochę generalizowanie z tym szoł i workiem... mój Ariel miał połowę przodków z isds z czego obejrzałem na Anadune chyba wszystkich przodków i zaden nie był długołapym i krótkowłosym tzw workingiem.... to były ofutrzone psy o zdecydowanie mocnej budowie... a Ariel i wystawowy i biegający i pasący....choć o zgrozo mł ch pl oraz ch pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiadam się na podstawie swojego, australijskiego, podwórka. A co do znanych mi borderów, to wszystkie psy Iana były ISDS i kilka mogłoby śmiało konkurować z typem pokazywanym dziś na wystawach, bo work/show/vers to papier, nie tylko wygląd, ale w momencie wejścia na wystawę psu nie zostaje zabrany instynkt. Poza tym rejestracja w ISDS nie wyklucza rejestracji w Kennel Clubie.

      Usuń
  8. właśnie napisałem, że ofutrzony nie równa się szołowi a krótkowłosy workingowi :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 powodów, dla których nie chcesz showka

Czym różnią się od siebie kserówki?