rel="stylesheet" href="path/to/font-awesome/css/font-awesome.min.css"

niedziela, 12 marca 2017

Rano trzeba wstać... CACIB Drzonków 2017

3.55?? You serious??!!

W ostatnią niedzielę miałam niewątpliwą przyjemność wstać o 3.55 by pognać na wystawę organizowaną przez ZKwP Zielona Góra, w Drzonkowie. Pierwsza międzynarodówka w roku, ogólnie szał i frędzelki, pół kynologicznej Polski w jednym miejscu. Wystawy międzynarodowe to imprezy najczęściej dwudniowe - część grup w sobotę, część w niedzielę. Tegoroczne Katowice to na przykład szaleństwo trwające przez trzy dni! W Drzonkowie I grupa FCI brykała w niedzielę.

Dziwnym trafem owczarki australijskie najczęściej oceniane są na początku, zgodnie z rozpiską ocena ozików zaczynała się o 11.05, google maps powiedziało, że jazdy będzie 3 godziny, ale jeszcze trzeba zebrać resztę wesołego autobusu - Monikę z jej kopovem i Gosię, która została wymieniona za Gibsona (został z mężem Gosi). Poza tym na tę szaloną okazję umówiłam się z handlerką, właścicielką siostry Gibsona, Olą z hodowli Thornshavn, więc żeby nie puszczać psa na ring z nowopoznaną osobą trzeba było pojawić się jeszcze wcześniej - wyjazd z domu o 5.00. Przecież spanie w niedzielę jest mocno przereklamowane. Droga, pomimo robót między Lubinem, a Zieloną Górą, minęła wyjątkowo płynnie, dotarliśmy jedynie pół godziny później niż zakładaliśmy. 


Klasa otwarta, samce, pierwszy czarny to BOB
Przyznam szczerze, że od pewnego czasu kompletnie nie interesują mnie statystyki wystaw, więc nie mam pojęcia ile psów było na całej wystawie. Wiem natomiast, że aussiki występowały w rekordowej liczbie 36 psów zgłoszonych, a 35 sztuk, które pojawiły się na ringu. Najliczniej obsadzone klasy to oczywiście juniory - 5 psów i 6 suk obecnych na 7 zgłoszonych. Brak tej konkretnej suczki bardzo mnie ucieszył, bo na ostatniej wystawie próbowała ugryźć Odrę w tyłek.

Drzonkowski OSiR jest doskonałym miejscem na wystawy - dużo przestrzeni i kilka hal. Moim zdaniem obsługa powinna być jednak lepiej poinformowana, bo na pytanie "Gdzie jest hala ujeżdżeniowa?" oczekuję bardziej konkretnej odpowiedzi niż "Nie wiem, ale to raczej nie ta". Bardzo fajnym rozwiązaniem było użycie hali ujeżdżeniowej do ustawienia trzech ringów - jeden pastuchowy i dwa ringi psów myśliwskich. Kilkoro wystawców nie było zadowolonych z podłoża, ale powiem szczerze, że po stokroć wolę takie rozwiązanie niż śliski parkiet.


A co mamy pod stołem?
Ola pobiegała z Odrą, a potem przyczeska, do klatki, wielkie oczekiwanie, kolejna przyczeska i wio!
Mając na ringu cztery suki merle bez ogonów i dwie ogoniaste czarnuchy ciężko było nie spodziewać się wyniku, więc wynik 3/6 z oceną doskonałą uważam za niezwykle satysfakcjonujący. Wielka szkoda, że w dalszym ciągu psy bez ogonów są preferowane, chociaż gdyby Odra nie zgubiła całego włosa na tydzień przed wystawą może byłaby nawet druga. Niestety, sędzia Król miał więcej niż 90 psów od oceny, co uprawniało go do wypuszczenia nas bez opisu. Najlepszego pasa w rasie, zgodnie z moimi oczekiwaniami, wziął przepiękny czarny pies z Czech.

Obóz uchodźców - prawie wszędzie tak to wygląda.



Jestem bardzo zadowolona z zachowania Audrey, wprawdzie tryskała entuzjazmem, ale nie brykała jak szalona i nie zaczepiała innych psów na ringu, oraz nie oblizała sędziego. Wystawa bardzo na plus, sucznik bardzo zmęczony. Ajra - kopov Moniki - uzyskała drugi wniosek na młodzieżowego championa, a ja wróciłam do domu z litrem oleju z ryb morskich, brązowym medalem i górą piasku z ujeżdżalni. ZKwP Zielona Góra, odwaliliście kawał dobrej roboty :*



A jak tam Wasze wystawowe podrygi? Bywacie? Wystawiacie? Czy ogólne fuj?
Bardzo poważna statyka.

Zawodowy kłusak.

sobota, 21 stycznia 2017

DIY: Wosk do łap

Zima kompletnie zdrenowała moje zapasy wosku do łap. W związku z tym dziś przepis na domowy super-bajer-lawendowy wosk do psich łapeczek, bo sól w dalszym ciągu na chodnikach, a u nas mróz jeszcze podszczypuje i klei psom kulki między palcami.

Oczywiście opłacalność tego przedsięwzięcia zależy od tego czy cześci koniecznych produktów używamy w domu, ale nawet jeśli trzeba kupić je specjalnie to i tak można ukręcić z tego wiadro wosku dla siebie i znajomych.





SKŁADNIKI:

2 łyżki stołowe wosku pszczelego

2 łyżki stołowe oleju kokosowego

1 łyżka stołowa oleju lnianego

1 łyżka stołowa masła Shea

1/2 łyżki stołowej witaminy E

10 kropli olejku lawendowego (opcjonalnie)



WYKONANIE:
Kąpiel wodna
Jeśli chodzi o wykonanie to sprawa jest banalnie prosta - wosk, olej kokosowy, masło shea i olej lniany umieszczamy w rondelku i podgrzewamy do całkowitego stopienia wszystkich składników. Polecam topić w kąpieli wodnej żeby uniknąć przypalenia mikstury. Po wyjęciu rondelka z garnka dodajemy witaminę E i olejek lawendowy, przelewamy do pojemników lub papierków na muffinki (polecam), czekamy aż ostygnie i viola! Podana ilość składników starcza na dwa krążki - ten kształt ułatwia zaaplikowanie wosku między palcami.


CO, PO CO I DLACZEGO?

Wosk pszczeli
Wosk pszczeli i olej lniany są tu głównie narzędziami koniecznymi do uzyskania idealnej konsystencji - wosk jest utwardzaczem, a olej lniany poza oczywistym natłuszczaniem w połączeniu z woskiem nadaje odpowiednią do użycia miękkość.

Olej kokosowy - ja używam nierafinowanego, ale rafinowany również dobrze się sprawdzi. Wspaniale nawilża i regeneruje opuszki, dodatkowo ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.


Masło Shea
Masło Shea - ze względu na zawartość witaminty A regeneruje i nawilża łapy, wspomaga gojenie uszkodzeń, dodatkowo uelastycznia poduszki.

Witamina E w kroplach - wspomaga odbudowę naskórka, zapobiega powstawaniu stanów zapalnych, wygładza, nawilża i poprawia elastyczność.

Olejek lawendowy - działa bakteriobójczo i grzybobójczo.  


Jeszcze w stanie płynnym.
I po wystygnięciu


Tak przygotowani możemy śmiało stawić czoło mrozom, soli i innym okolicznościom przyrody. Odstresowałam się, więc idę skończyć proces robienia Odry na bóstwo przed jutrzejszą wystawą.







piątek, 25 listopada 2016

Więc chcesz wystawiać swojego psa? cz. I

Odebrałeś swojego pieska z hodowli zarejestrowanej w Związku Kynologicznym w Polsce, psiak w założeniu nie był "na kolanka", można więc zweryfikować teorie hodowcy lub Twoją wizję przyszłości wystawowej szczeniaczka. Zacznij od nauki biegania na smyczy, akceptowania patrzenia w zęby i w przypadku samca sprawdzania obecności pomponów, a reszta wygląda tak:

1. PAPIEROLOGIA STOSOWANA
Od hodowcy, razem z puchatą kuleczką, dostałeś prawdopodobnie plik papierów - umowę, wyniki badań rocznych/genetycznych rodziców, być może ich kopie rodowodów, listę wskazań i przeciwskazań co do opieki nad szczeniakiem i oczywiście metrykę. Ponieważ pies rodowodowy najczęściej nie wychodzi z hodowli z rodowodem, a z metryką. Gibson wylądował u mnie z gotowym rodowodem, bo kiedy czekał na mnie w hodowli był wystawiany, a żeby psa wystawiać trzeba go już zarejestrować.

Pączuś - 7 miesięcy 

Uzbrojony w teczkę i portfel udajesz się zatem do właściwego oddziału ZKwP, możeszy wybrać spośród 46 oddziałów, pełną listę znajdziesz na stronie Związku czyli TUTAJ

- Wpisowe 50 zł (dla nowych członków)
- Składka roczna 70 zł (za dany rok opłacić przed końcem roku - za 2016 do końca grudnia 2016)
- Rejestracja psa 30 zł (jednorazowo)
- Rodowód krajowy 60 zł (jednorazowo, chyba, że rozleje Ci się kawa - duplikat 30 zł)

Żeby zarejestrować psiaka i wystąpić o wydanie rodowodu potrzebna będzie metryka oraz, w niektórych oddziałach, umowa kupna psiaka. W przypadku szczeniąt importowanych lub krycia zagranicznego konieczne będzie przedstawienie kopii rodowodów obojga rodziców (import) lub ojca (krycie zagraniczne).

Papierki zrobione, pozostaje czekać na rodowód (1-2 miesiące) i biegać dalej.

W wieku 3 miesięcy należy zaszczepić dzieciaka przeciw wściekliźnie i już możemy rejestrować się na wystawę (i biegać dalej).

2. WYBÓR WYSTAWY
Na stronie gównej Związku Kynologicznego wybieramy, gdzie właściwie chcielibyśmy pojechać, pełna lista wystaw na dany rok znajduje się TUTAJDodać należy, że wszystkie bardziej emocjonujące rozgrywki dotyczą psów od klasy młodzieży wzwyż. Młodsze szczenięta i szczenięta powinny uczestniczyć w wystawach ze względu na wspaniałą okazję do socjalizacji.

Możemy wybrać spośród wystaw:
  • Międzynarodowa - nazywana tak nie dlatego, że mogą w niej brać udział zagraniczni goście, ale dlatego, że biorące w niej udział psy z klas: pośredniej, otwartej, użytkowej i championów starają się o wnioski CACIB na Interchampiona czyli championa międzynarodowego. Oprócz wniosków CACIB (po jednym na płeć) przyznawane są również wnioski CAC (po jednym na klasę w każdej płci) czyli wnioski na championa krajowego oraz Zwyciestwa Młodzieży czyli znioski na krajowego championa młodzieży.
  • Krajowa - wystawa, dostępna dla wszystkich ras, na której psy z klas: pośredniej, otwartej, użytkowej, championów i weteranów starają się o wnioski CAC/CWC czyli wnioski na krajowego championa, poszczególne kraje mają określoną ilość wniosków CAC potrzebnych do uzyskania championatu. Na tych wystawach przyznaje się również wnioski na młodzieżowego championa.
  • Krajowa danej grupy lub rasy- wystawa krajowa dostępna dla wybranych grup FCI z wnioskami CAC i Zw. Mł.
  • Klubowa - wystawa dla klubu rasy/grupy ras. Poszczególne rasy zrzeszone są w klubach, w przypadku owczarków australijskich jest to Klub Psów Pasterskich Niepolskich. Na tej wystawie, organizowanej raz do roku, oprócz niosków CWC/CAC i Zwyciestwa Młodzieży przyznaje się również prestiżowy tytuł Zwycięzcy Klubu (po jednym na płeć) i Młodzieżowego Zwycięzcy Klubu (po jednym na płeć w klasie młodzieży). 
3. REJESTRACJA NA WYSTAWĘ - CZYM TO SIĘ JE?
Na wystawę zgłaszamy się drogą elektroniczną lub analogowo przez pocztę. Sporo oddziałów korzysta aktualnie z platformy wystawy.net gdzie rejestrujemy siebie i psa, a potem tylko wybieramy, na którą wystawę chcemy jechać z którym psem (jeśli mamy więcej niż jednego), klasę, dalej płacimy i problem z głowy. Część oddziałów ma swoje własne formularze internetowe, korzystając z nich warto poczekać z opłatą na maila potwierdzającego przyjęcie psa na wystawę, nie warto natomiast spóźniać się z opłatą - płatność po terminie  to od 150 do 200% ceny wyjściowej.

W klasach młodszych szczeniąt, szczeniąt i młodzieży zamiast numeru rodowodu możemy zaznaczyć opcję "w przygotowaniu", wtedy do indentyfikacji wystarczy numer rejestracji oddziałowej. Wpisując PKR należy pamiętać o przepisaniu wszystkich kropek i myślników w tych miejscach, w których znajdują się na dokumentach.




Sprawa z klasami ma się następująco: na wystawach obowiązuje siedem głównych klas oraz jedna, która nie występuje we wszystkich rasach.

  • Klasa młodszych szczeniąt - 4-6 miesięcy (kiedyś klasa baby - 3-6 miesięcy)
  • Klasa szczeniąt  - 6-9 miesięcy
  • Klasa młodzieży - 9-18 miesięcy
  • Klasa pośrednia - 15-24 miesięcy
  • Klasa otwarta - powyżej 15 miesięcy bez górnej granicy wieku
  • Klasa użytkowa - powyżej 15 miesięcy wyłącznie dla posiadających certyfikat użytkowości psów ras uznanych przez FCI za rasy użytkowe
  • Klasa championów - powyżej 15 miesięcy wyłącznie dla psów będących interchampionami lub championami krajów, których organizacje kynologiczne zrzeszone są w FCI.
  • Klasa weteranów - powyżej 8 roku życia
Datą decydującą o wieku psa jest dzień wystawienia (np. pies ur. 15 maja może być wystawiany w kl. szczeniąt najwcześniej 16 listopada).

Klasy otwarta, użytkowa, championów i weteranów nie mają górnej granicy wieku. Mile widziane jest nie wystawianie championów w niższych klasach, podobnie w przypadku psów, które ukończyły 15 miesięcy i młodzieżowy championat, ale wszystko zależy tu od parcia na szkło danego wystawcy lub tego, jak bardzo chce zablokować wnioski na championa konkurentom.

Złoszenia zazwyczaj zamyka się dwa lub trzy tygodnie przed wystawą w przypadku wystaw krajowych i miesiąc przed wystawami międzynarodowymi. Często zgłoszenia są przedłużane, ale lepiej nie liczyć na łut szczęścia i zgłaszać się w terminie.

Pies zgłoszony? No to biegaj dalej! W następnej części o groomingu, wystawowym niezbędniku i championatach!

niedziela, 13 listopada 2016

Pan piesek był chory...

Pan szudraczek
... i to za granicą.

Czasem zdarza się tak, że psu dolega coś, na co nawet technik weterynarii ze swoją apteczką nie jest
przygotowany. 

W kwietniu, jakieś 3 tygodnie po powrocie do Szwecji, Gibson zaczął się szudrać po grzbiecie. Było to chwilę po zmianie karmy, więc szybko przerzuciłam go z powrotem na starą karmę i umyłam szamponem przeciwpchelnym na wszelki wypadek. Niestety, kiedy po tygodniu nie było najmniejszej poprawy zdecydowałam się na wizytę u lekarza weterynarii i zaczęłam drogę przez mękę.



1. UMAWIANIE SIĘ NA WIZYTĘ
Isabela, koleżanka z pracy, która jako jedyna nie leczyła swojego psa w centrum Goteborga, poinformowała mnie, że przyjęcia odbywaja się wyłącznie po umówieniu wizyty, jedyne nieplanowane przyjęcia są w środę (to moje szczęście, oczywiście, że był czwartek). Poprosiłam koleżankę o numer do lecznicy, próbowałam się tam dodzwonić, ale jak łatwo się domyśleć ciężko wyklikać odpowiednie numerki, kiedy nie mówi się po szwedzku, a z człowiekiem nie dane mi było porozmawiać, bo mieli przerwę na lunch w tym samym czasie co ja, kończyli pracę wcześniej niż ja, a kiedy dzwoniłam w trakcie moich godzin pracy było zajęte. Poprosiłam Isabelę o umówienie wizyty, termin dostaliśmy na wtorek, razem z prikazem, żeby nic nie robić z Gibsonim grzbietem, w związku z tym Gibson wygryzł sobie dziury na tyłku. 

2.WIZYTA
Nużeniec (ze zdrowyfutrzak.pl)

We wtorek wzięłam wolne i udałam się leczyć psa, wizyta była wyznaczona na godzinę, ale wiadomo, że opóźnienia zdarzają nie tylko w NFZ. Udało nam się wejść tylko pół godziny po czasie, wywiad przeprowadzono w tonie wyraźnie sugerującym, że jestem głupia, a z Polski mogłam przywieźć właściwie każdą zarazę. Pani doktor zasugerowała nużeńca (co wiem tylko dlatego, że kiedy zaczęła rękami wykonywać ruchy sugerujące robaki pod skórą, wymieniałam znane mi łacińskie nazwy pasożytów). Nieśmiało zasugerowałam, że nie ma objawów typowych dla nużeńca i Gibbs kontaktował się tylko ze zdrowymi psami, pani szła w zaparte, stwierdziła, że to przenosi się tak łatwo, że wystarczyło, że gdzieś się położył (ale ja mam drugiego psa, śpią razem!) pobrała zeskrobiny i poszła je oglądać (30 minut, z zegarkiem w ręku). Nużeniec nie objawił się magicznie. Zazwyczaj ciężko je znaleźć pod mikroskopem, ale to, co Gibson prezentował pod kątem drapania ekwilibrystycznego mogło sugrować inwazję na poziomie chińskich podróbek iPhonów zalewających strony sprzedaży wysyłkowej, jednak na szkiełku nie pojawił się ani jeden paskudnik. Cała akcja ze zmianą karmy trwała już 2 tygodnie, więc pani doktor stwierdziła, że przecież muszą już być przeciwciała we krwi! Pobrała krew i oświadczyła, że wyniki będą za tydzień, a ja wewnętrznie umarłam (okazało się, że wysyłają próbki DO NIEMIEC!!! Co oni w Szwecji laboratoriów nie mają???). Na szczęście droga pani doktor zapisała mu szampon, składem przypominający nasz manusan, kazała umyć go przez 3 dni codziennie, a potem 3 razy w tygodniu przez miesiąc, odesłała do domu i kazała dzwonić po wyniki badań krwi.
Szampon, co ratuje tyłek

3. REKONWALESCENCJA I EPILOG

Po trzech dniach mycia swędzenie ustało, po tygodniu otrzymałam wyniki sugerujące brak kontaktu z nużeńcem, natomiast przez telefon pani doktor stwierdziła, że to wcale nie znaczy, że go tam nie było. Doszorowaliśmy to końca kuracji, pies przestał się co prawda szudrać, ale skóra na grzbiecie dalej jest nieco zgrubiała, a włos nie leży tak ładnie jak kiedyś (walkę o powrót do poprzedniej jakości opiszę innym razem jeśli chcecie). Fun fact: ten szampon jako taki śmierdzi niemiłosiernie, ale suchy pies po nim pachnie zachwycająco!

Reasumując - za wizję nużeńca-widmo, szampon, pooglądanie zeskrobin i wysłanie próbki krwi na wycieczkę do Niemiec zapłaciłam równowartość 1500 zł. Stanowczo odradzam chorowanie za granicą. Większość psów w Szwecji jest ubezbieczona zdrowotnie, więc ceny mogą być jakie chcą, bo Szweda to niespecjalnie rusza. W UK koleżance ubezbieczenie sfinansowało dwie endoprotezy jej dysplatycznego ONka, a nie kosztowało milionów monet. Czy tylko u nas ta branża kuleje? Czy ktoś zna dobre ubezpieczenie zdrowotne dla psa?

sobota, 5 listopada 2016

A co też psi przynieśli...

... czyli co się z nami działo, gdy nas tu nie było.

Taka dorosła!
Odpowiedź jest standardowa, wiele i niewiele jednocześnie. Wróciliśmy do Polski, w tej chwili pomysł jest taki, żeby było to na dobre. Szczeniak mi dorósł zupełnie niepostrzeżenie i z końcem października stuknął jej okrągły roczek. Przeżyliśmy pierwszą cieczkę Audrey, suka jak była wariatką, tak nią jest, ale uczymy się z tym żyć. Planujemy powoli powrót Gibsona na ring i debiut Audrey na wystawach, stanie się to, kiedy tylko zgromadzę odpowiednią ilość relanium...

W domu pojawił się kolejny pies, całe wiejskie stado liczy teraz cztery sztuki - Gibbs, Odra, Dino i przyplątany w weekend majowy jamnik zwany Bogusiem (pies z piekła, serio).

Mamy ustawioną miejscówkę na owce, ale teraz maciorki są kotne, więc czekamy do wiosny, poza tym istnieje spore prawdopodobieństwo, że sukę bardziej zainteresuje kupa... życie toczy się dalej. Nie obiecuję regularnych postów, bo aktualnie taplam się w chaosie projektów unijnych, ogarniania psów i malowania porcelany - gdyby ktoś reflekrował to zapraszam na fanpage Bark&Craft

Coś pewnie będzie się pojawiało w ramach szwedzkich retrospekcji - między innymi o koszmarze dotyczącym dostania się do weterynarza w tym śmiesznym kraju, nie polecam.

Odmeldowujeny się, żyjemy, pozdrawiamy i zostawiamy Wam kilka zdjęć.

Tak, ona jest dużo mniejsza niż on, a na tym zdjęciu ma już rok.
Sześciomiesięczny troll i dorosły ogr na szwedzkim pomoście.
Trolle w szwedzkim jeziorze.

poniedziałek, 7 marca 2016

Nowe pełne gwiazd

Miało być o przekraczaniu stref komfortu i moim włóczykijstwie, miało być o ZKwP i jego członkach, którzy uważają, że Związek wszystko powinien zrobić za nich, miało być o podróżowaniu z psem albo o wyczesywaniu owsika, ale to wszystko poczeka, bo mamy bardzo ważny komunikat.

Na początku mojego pobytu w Niemczech podjęłam decyzję o drugim aussiku, po roku miotania się między hodowlami dostałam informację, że Sky (moja najbardziej ulubiona aussie sucz na świecie, sorry Ruby!) będzie kryta, tajemnica kiedy i kim, ale będzie... Count me in! Kazałam przekazać Skajusze, że ma być jedna tricolorowa suka z ogonem i czekałam. Urodziły się w Haloween, pięciu chłopaków i jedna tri suka z ogonem.


Suczinda jest córką Sky - Preeminent Line MORNING SKY i Austina - Hearthside MAN OF MYSTERY. Zważywszy na osiągnięcia wystawowe rodziców Audrey to prawdziwa księżniczka


Przedstawiam zatem: COSMIC CHIC Full of Stars, oficjalnie wołana Audrey, a po domowemu zwana Odi, Drysią, Dryśką, a w skrajnych przypadkach również Odrą i to bynajmniej nie od rzeki.


 Bździna jest z nami od dwóch tygodni, przez ten czas zdążyła mnie już upewnić, że tak różowo jak z Gibsonem, to na pewno nie będzie. Aktualnie zmienia zęby, więc gryzie... a ma jędza gust! Ulubioną przekąską są nogi stołków z IKEI i jak jastrząb krąży wokół moich ukochanych czerwonych matrensów. Jest małym pożeraczem światów, swoje porcje wciąga dwa razy szybciej niż Gibon. Ładuje się na łóżka i nie chce zejść, eksmitowana, na początku warczała (psy są w moim łóżku mile widziane jak już znają komendę do opuszczenia tego cudu nad cuda), jest wielką koneserką końskich pączków i krowich placków, kradnie i próbuje wchodzić na blaty, sępi oraz (my personal fav) nie zatrzymuje się sama kiedy do mnie przybiega, a taranem wbiega w nogi... czyli klasyczny aussik!


Jako przykładna przedstawicielka swojej rasy jest też bardzo bystra, ekspresowo łapie nowe rzeczy, jest królową serc i klikera, je w samochodzie ( love, Gibson do dziś nie odkrył, że tak można), uczy się od Gibsona (trochę ciasno jest po lewej przy komendzie heel), jest śliczną, przytulaśną kuleczką, nie grymasi przy jedzeniu, jest niesamowicie reaktywna i chętna do współpracy, kładzie się na mojej stopie, aportuje jak szatan i oddaje aportowane rzeczy, genialnie się szarpie,ekspresowo nauczyła się łapać jedzenie w locie i mam nadzieję, że utrzyma to tempo przywołania.


No po prostu kochany szczeniaczek z charakterkiem, będzie szał i szaleństwo, więc zostańcie z nami, bo wracamy na tory regularnego wrzucania postów :)


środa, 4 listopada 2015

Jak to jest mieszkać z psem w miejscu pracy?

No właśnie... wszystko ma swoje plusy i minusy, również mieszkanie w miejscu pracy. Na moje szczęście szefowa kocha psy, ma cztery psiaki marki chihuahua, Gibsona uwielbia do tego stopnia, że jak tylko ma gości prosi żeby Gimbusa postronnym pokazać.



PLUSY

  1. Minimalna strata czasu na dotarcie do pracy - w moim przypadku to jakieś 2 minuty, bo muszę obejść stajnię ;)
  2. Możliwość pospania chwilę dłużej, bo punkt 1. 
  3. Szansa na spacer z psem w czasie przerwy na lunch.
  4. Dostęp do hali (gdy pada nie ma chyba nic lepszego)
  5. Dostęp do bieżni 
  6. Mieszkanie za friko
  7. Wiejskie lokacje za spacery
  8. Tyyyyle błota żeby się wytarzać :D

MINUSY

  1.  W trakcie pracy słychać każde tęskne westchnienie.
  2. W przypadku niszczycielskich narzędzi ciemności pies demoluje cudze mieszkanie.
  3. Siedząc w domu słychać każde kopnięcie i kwiknięcie w stajni (a ja mam paranoje, bo to bardzo drogie konie).
  4. Czasem trzeba rozładować konie po przyjeździe z zawodów po godzinach pracy.
  5. W przypadku psa z mutacją MDR1 trzeba pilnować żeby pies nie oddał się konsumpcji pączków w trakcie odrobaczania koni (Na szczęście Gibon kup nie tyka).
  6. Tyyyyle błota żeby się wytarzać :D 
Wiadomo jednak, że każdy znajdzie swoje plusy i minusy, bo każdy jest inny. Ja, pracując z końmi jakieś 10 lat ( z przerwami), przywykłam do wstawania bladym świtem i posiadania bicepsów większych niż przeciętny facet. Mam też wrażenie, że kiedy pracuję w stajni i Gibsona mam o krok, jest mu łatwiej przez te 4/5 godzin do przerwy niż czasem 10 godzin cięgiem kiedy pracowałam w lecznicy.

Kuriozum na koniec - ja :P


Mój bicek :/